Bentz miał za sobą kilka godzin z FBI, teraz trafił tutaj, do wydziału osób zaginionych.

- Nie dzisiaj.
Błogi spokój prysł nagle, gdy do pokoju wtargnęła z impetem Gloria.
- Piłem mleczko z miseczki. Spojrzała na niego uważnie.
hrabia będzie myślał, że ona tylko wypełnia swoje obowiązki wobec podopiecznej.
Bryce sięgnął po zabezpieczenie, co ledwie zauważyła, bo nie zaprzestał pocałunków. Po chwili podniósł ją nieco i wniknął w jej ciało. Palcami błądził we włosach, rozkoszując się jej westchnieniami, które dowodziły, iż jest go równie złakniona jak on jej.
— Naprawa potrwa kilka dni — odpowiedział mecha-
włosów, zedrzeć sztywną suknię zapiętą pod szyję i obsypać panią gorącymi, niespiesznymi
- Jest przecież wyjście z sytuacji - mruknęła mu do ucha. - Dopuść do spółki tego człowieka, który chce spłacić dług.
polegać na nikim oprócz siebie. Poza tym nie mogła zlekceważyć wyraźnego wahania w jego
- Mamo, boję się...
swojego apartamentu; Niestety.
Welkinsowi. Prawdę mówiąc, wcale się nie opierała.
Pocałował ją namiętnie, zagarniając jej usta już bez gniewu. Kiedy zaś uniósł głowę, z trudem wykrztusiła jedno słowo:
- Skoro jesteś taki zajęty, dlaczego pofatygowałeś się do Balfour House?


$500 personal loanhttps://www.fundable.com/mawit-1private lenders bad credit personal loans

Olivii było niedobrze.

- Miłość to słowo, które zastępuje „żądzę”, żebyśmy wydawali się lepsi od zwierząt.
- Jesteś o wiele odważniej sza, niż ci się wydaje.
zorientuje się, że to tyją sypnęłaś?

Thompkinsonowi, żeby dyskretnie kręcił się w pobliżu. Obmyślając plan, sądził, że

kafejce pracuje sześć, siedem osób, więc może obsługiwał ją ktoś inny.
niezależnie od tego, co sobie myśleli ich rozpromienieni dumą rodzice, zajmujący wszystkie
– Znasz Shane McIntyre, prawda?

- Jesteś kochana. - Gloria uśmiechnęła się i wybiegła przed szkołę na spotkanie przeznaczeniu.

– Przyszło na posterunek.
A jeśli coś jej się stało? Nie, niemożliwe. Adam mówił przecież, że się z nią kontaktował. Wystarczy poprosić o telefon do Rebeki, i tyle, a potem... potem... no cóż, chyba musi pójść na policję. Na policję? Oszalałaś? Na litość boską, Caitie-Did, zamkną cię! Nie rób głupstw! Poczekaj. Poczekaj jeszcze jeden dzień. Na Boga, uspokój się. Ale w żaden sposób nie mogła uspokoić walącego serca. Wcierała szampon we włosy, mydliła ciało, a jej myśli cały czas gnały jak szalone. Wychodząc spod prysznica i sięgając po ręcznik, musiała przytrzymać się ściany. Nogi miała jak z waty. Zadzwonił telefon. Nie powinna odbierać; to pewnie znów dziennikarze. A jeśli to Kelly? Albo Adam? Wytarła włosy. Telefon znów zadzwonił. Owinęła się ręcznikiem i ociekając wodą, zmusiła nogi do biegu przez sypialnię. - Słucham? - powiedziała z bijącym sercem, z trudem łapiąc oddech i podtrzymując opadający ręcznik. - Mamusiu? - usłyszała dziecięcy głos. Był cichy. Przytłumiony... jakby dochodził z bardzo daleka. Caitlyn omal nie zemdlała. - Jamie? - wyszeptała. Powoli opadła na materac, próbując zebrać myśli. - Mamusiu? Gdzie jesteś? - Tak cicho. Tak niewyraźnie. - Jamie! - Nie, to niemożliwe. Jamie nie żyje. Nie żyje! Odeszła, gdy miała zaledwie trzy lata. Caitlyn zaczęła się trząść. - Kto mówi? - wydusiła z siebie. - Dlaczego mi to robisz, ty sukinsynu? - Mamusiu? - znów odezwał się delikatny głosik. Jeszcze cichszy. Jakby zmieszany. Poczuła ból w sercu. Dłoń zacisnęła w pięść, palce wpiły się w kołdrę. - Jamie! - To niemożliwe. Niemożliwe. A może. Gdyby tylko... - Kochanie? - wyszeptała. W głowie jej wirowało, straciła poczucie miejsca i czasu. - Jamie... jesteś tam? Cisza... tylko jakiś szum... Telewizora? O Boże! Caitlyn czuła, że coś w niej pęka. W gardle nagle jej zaschło, przełknęła ślinę i szczękając zębami, powiedziała: - Kochanie? Mamusia jest tutaj. Mamusia jest tutaj... Trzask! Połączenie zostało przerwane. - Nie! - krzyknęła rozpaczliwie. - Nie odkładaj słuchawki! Jamie! Córeczko! - Była przerażona, ale przecież wiedziała, że głos w słuchawce nie mógł być głosem jej ukochanego dziecka. Córeczka nie żyje. Tak jak inni. Do oczu napłynęły jej łzy. Sypialnia rozpływała jej się przed oczami. Ten telefon to potworny, okrutny żart. Zrobił go ktoś, kto chciał doprowadzić ją do ostateczności. Po omacku próbowała odłożyć słuchawkę, błądząc ręką po szafce. Śpij dziecinko i śnij dziecinko, bo szczęście tak krótko trwa. Złuda mija razem z nocą,
podróżnych, szukam tej, którą na zawsze będę mieć pod powiekami.